Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
Miał być pingerowy, weekendowy odwyk, ale niech będzie od 15 (idziemy się najeść do jakiejś azjatyckiej restauracji). A jeżeli chodzi o motyw przewodni dzisiejszego wpisu - obejrzyjcie sobie ten oto filmik:
Może w końcu ludzie przestaną się dziwić dlaczego mam głównie czarne kurtki? Nawet nie siadając, podróże miejskimi autobusami są moco "brudzące". Miłej soboty (dziś bez komunikacji miejskiej)!
A skoro ostatnimi dniami cierpię na "sraczkę" wpisową, to dorzucam jeszcze coś co ostatnio mnie mocno rozbawiło.
Mówiłam już, że mam bardzo specyficzne poczucie humoru i nie każdy jest w stanie je zrozumieć?
Dostałam ostatnio wiadomość. Trochę smutną, trochę wesołą, ale na pewno nie dla mnie. Pan po 60, niepełnosprawny proponował mi 4000 zł za wspólne zamieszkanie. Jako, że nic nie może robić, to chodzi mu "tylko" o chodzenie po domu nago. Miałabym swój własny pokój z balkonem, tv, internet i wszystkie inne wygody. Dodatkowo jeżeli przypadłabym mu do gustu przepisałby na mnie swoje mieszkanie, gdyż nie posiada rodziny.
Normalnie bym wyśmiała, pokrzyczała, ale w tym przypadku sobie daruję. To przykre jak wielu ludzi jest samotnych i pragnie uwagi, bliskości, zrozumienia - jakiekolwiek, nawet za pieniądze... Po raz pierwszy w życiu nie odpisałam. Chyba mnie trochę zagięło...
Lodówka straszy pustkami, a nie będę przecież jadła kurczaka na śniadanie. Trochę rozpusty przed pisaniem i nauką się przyda, bo dziś już definitywnie się za to biorę i nie ma, że boli...
Sama upiekłam, ale nie da się ich zepsuć, bo zamrożone kupuje się w Almie. Muszę powiedzieć, że niczym nie różnią się od tych sprzedawanych na stoiskach Fornetti, ale ciii - zrobiłam je "sama".
Zamiast wąskich gardeł cały czas czytam głębokich gardeł. Bez komentarza...
Wróciłam do domu (po bardzo miłym spotkaniu), prąd miał być, ale nie ma. Zgubiłam też swój bilet więc pozostaje mi popijanie zimnego soku (nie wspominając o tym, że jeszcze nic nie jadłam). Jako, że w domu jestem sama za zadanie dostałam sprawdzenie bezpieczników. Przy przenoszeniu krzesła rozlałam wodę, gdy wzięłam krzesełko barowe, to ustaliłam, że jest ok i z impetem spadłam na ziemię. Chyba uszkodziłam sobie kolano i nieco obiłam biodro - teraz pozostało czekać na siniaki.
Zawsze, ale to zawsze coś się musi dziać? Nie mogę wejść i zejść z krzesła w jednym kawałku? I tak, muszę sobie pomarudzić, bo złość rozgrzewa, a podejrzewam, że w pokoju (od słońca strony) mam ok 12 C.
A już tak dobrze zapowiadał mi się dzień, było tak blisko!
Nie ma to jak poranek bez prądu. Nie ma kawy, nie ma suszenia włosów, ogrzewania ani wiadomości na tvn24. Zastanawiam się czy w ogóle uda mi się wyjść za bramę skoro też otwiera się domofonem?
Przynajmniej kupiłam wczoraj kabel do telefonu i został mi internet (o ile orange za chwilę się nie zbuntuje). Sam telefon z nowym kablem za 91 zł (sic!) zaczyna wracać do życia. Tyle dobrego przynajmniej.
To co, pooglądamy sobie sushi?
I tak, to ja utopiłam nigiri - przyznaję się. Najedzone, napojone, rozbawione do granic możliwości - tego było mi trzeba, bo oczywiście wybrałam się raz na ruski rok do istore, a tam zamkniętę. I tak oto zostałam bez żadnej ładowarki. Może jakoś do jutra wytrzymam... wr!
-
make me smile.:
-
Katie:
-
Anabella:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›